Wyniki rywalizacji w sporcie i pokerze zależą od przygotowania mentalnego

Sport i poker mają wiele wspólnego - między innymi w obydwu istotne jest prawidłowe przygotowanie mindsetowe i umiejętność wykorzystywania nadarzających się okazji.

Igrzyska Olimpijskie - fascynujące historie na każdym kroku

Już po Igrzyskach Olimpijskich - na szczęście niedługo Mistrzostwa Świata

Felieton ten był napisany od razu po zakończeniu Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang, jednak ze względu na kilka czynników niezależnych nie mógł zostać opublikowany wcześniej. Liczę jednak, że tematy mindsetowe poruszone w nim są na tyle uniwersalne, że przeczytacie go z zainteresowaniem nie mniejszym, niż gdyby został opublikowany kilka tygodni temu. Tym bardziej, że sezon skoków narciarskich trwa dalej w najlepsze, a już za niedługo będziemy oglądać występy Polaków (w tym między innymi Roberta Lewandowskiego, o którym również jest mowa w tekście) podczas Mistrzostw Świata w piłce nożnej.

Igrzyska Olimpijskie to wydarzenie, którym elektryzuje się cały świat (oczywiście jest to uogólnienie - jestem w pełni świadomy, że są osoby, które wykazują kompletne dessinteresment IO, jak i jakimikolwiek relacjami sportowymi). Przyznam się, że ja również z reguły dołączam do grona oglądającego na żywo wydarzenia z najciekawszych dla mnie olimpijskich aren sportowych (dzięki niech będą Eurosportowi za ich "Playera"!), a z pozostałych oglądam skróty lub czytam relacje.

Śledzenie zmagań najlepszych atletów na świecie, którzy walczą na pełnych obrotach w najważniejszej imprezie czterolecia (dla wielu, tych którzy wystartują na IO jeden, jedyny raz - najważniejszej imprezie życia) jest fascynujące.

Sportowcy podporządkowują pod występ na Igrzyskach lata życia. Setki, tysiące, dziesiątki tysięcy treningów, restrykcyjne diety, przekraczanie granic, walka ze słabościami, powroty do sportu po kontuzjach i wypadkach, które teoretycznie powinny skutkować spędzeniem reszty życia na wózku inwalidzkim - każde Igrzyska Olimpijskie to prawdziwa kopalnia historii motywacyjnych i case studies, które można wykorzystać do poprawy swojego życia i poprawienia osiągnięć w pracy.

Zebrałem w tym artykule kilka wydarzeń, które pojawiły się na ekranie mojego monitora w trakcie kilku tygodni trwania Zimowych Igrzysk Olimpijskich, o których warto wspomnieć w kontekście kariery. Zaczniemy oczywiście od tego, co było najistotniejsze dla polskich kibiców - od skoków narciarskich!

Skoki narciarskie - czyli "myślenie o następnym skoku"

Mistrz Kamil Stoch

Piękną kartę w światowej historii skoków narciarskich zapisał podczas igrzysk w Korei Kamil Stoch, który obronił złoty medal na dużej skoczni. Historię polskich sportów zimowych pomogli Kamilowi pisać pozostali skoczkowie z drużyny olimpijskiej (i brązowi medaliści turnieju drużynowego) - Maciej Kot, Stefan Hula, Dawid Kubacki. Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć trzeba oczywiście o Piotrze Żyle, który pomimo nieposiadania medalu, był istotną częścią drużyny.

Nasi medaliści, standardowo, zarówno przed wylotem, jak i pomiędzy konkursami byli męczeni przez dziennikarzy. Pytaniem, które powtarzało się regularnie w różnych, trochę zmienionych wersjach było: "Czy myślicie o zwycięstwie, medalu?".

Odpowiedź polskich reprezentantów zawsze brzmiała tak samo, niczym mantra - "myślimy o nastęnym skoku, o tym żeby dobrze wykonać swoje zadanie". Z pewnością nie jest to najlepsza odpowiedź z punktu widzenia dziennikarzy i przeciętnych kibiców. Dlaczego? Jest... nudna!

Gdzie tu marzenia o medalu, plany stanięcia na najwyższym podium, mógłby ktoś powiedzieć. Jednak taka odpowiedź sportowca wskazuje na profesjonalizm i dobre podejście mentalne (mindsetowe)! To, że sportowiec nie mówi o swoich oczekiwaniach oznacza, że jest nastawiony przez trenerów (i być może psychologa) zadaniowo.

Zawodnik skupia się na tym, żeby wykonać swoje zadanie jak najlepiej, a nie na tym, jak poradzili sobie jego przeciwnicy. Nie myśli o tym na którym miejscu jest, co może osiągnąć, jaka jest pogoda - skupia się na swoim zadaniu. Praca i wykonywanie dobrze swojej roboty jest drogą do sukcesu.

Takie odpowiedzi to nie jest domena wyłącznie naszych skoczków; bowiem identycznych udzielają dziennikarzom na całym świecie najlepsi sportowcy z różnych dyscyplin - "nie myślę o niczym innym, jak tylko o tym, żeby wykonać jak najlepiej kolejną czynność/zrobić jak najlepiej, co do mnie należy w kolejnym występie". Taka jest właśnie droga do sukcesu - myślenie zadaniowe.

O swojej pracy również warto myśleć zadaniowo - nie myśleć o tym, co będzie gdy "wygramy już turniej", nawet jeśli jesteśmy już w heads-upie i do zwycięstwa pozostało nam pokonanie już tylko jednego przeciwnika, który jest na short stacku, ale pozostać w pełni skupionym na zadaniu - na jak najlepszym zagraniu kolejnej ręki.

Biatlon - odcięcie się od dystraktorów

Weronika Nowakowska

Często w osiągnięciu pełnego skupienia przeszkadzają dystraktory, które sobie sami fundujemy. Doskonałym przykładem takiego błędu jest to, co zrobiła polska biathlonistka - Weronika Nowakowska. Olimpijka zamiast odciąć się na czas Igrzysk od mediów społecznościowych i Internetu, w wolnych chwilach czytała, co też takiego wypisują o jej występach internauci. To był błąd, albo jak powiedziałby Jan Tomaszewski - wielbłąd!

Łaska kibica na pstrym koniu jeździ, a w Internecie każdy jest specjalistą od treningu, żywienia, fizjologii i sprzętu biathlonowego. Weronika przekonała się o tym dotkliwie. Po kilku nieudanych występach polskich olimpijczyków można było znaleźć komentarze, że część z polskich sportowców poleciała do Korei "na wycieczkę". Weronice puściły nerwy i odpowiedziała emocjonalnie: "A wszystkim tym, którzy twierdzą, że przyjechaliśmy na wycieczkę tutaj, to wam powiem, że w dupie byliście i gówno widzieliście, sorry".

Jak skończyły się Igrzyska dla Weroniki? Niezbyt dobrze. Polska sztafeta biathlonowa podczas występu przedostatniego dnia igrzysk, przed ostatnią zmianą była na prowadzeniu! Sztafetę kończył nie kto inny, jak właśnie Weronika. Polce udawało się utrzymać przewagę na trasie biegowej, jednak na strzelnicy poszło jej niezbyt dobrze. Polka wielokrotnie musiała dobierać (nie udawało jej się trafić w pierwszych próbach) przez co spędziła cenny czas na strzelnicy. Polska reprezentacja ostatecznie została wyprzedzona przez kilka innych i zakończyła wyścig poza podium.

Nie chcę tu z całkowitą pewnością pisać, że gdyby nie ta "wojenka" Nowakowskiej z hejterami, mogłoby skończyć się o wiele lepiej, jednak mam nieodparte wrażenie, że strzelanie nie poszło Polce rewelacyjnie i jedną z przyczyn mogło być właśnie to przykre doświadczenie z Internecie. Wszyscy zgadzają się, że na najwyższym poziomie olimpijskim decyduje głowa - jest to wyjątkowo widoczne w sportach takich jak strzelectwo, czy właśnie biathlon. Przecież każda z zawodniczek oddała w ciągu swojej kariery tysiące strzałów i dobrze wie, jak strzelać po kilometrach biegu na nartach! Jednak niektóre zawodniczki potrafią odciąć się całkowicie od tego co na zewnątrz, a inne "spalają się" podczas strzelania.

Czy Weronika chciała "zamknąć usta" hejterom i gdzieś z tyłu jej głowy siedziały myśli nie tylko o jak najlepszym oddaniu kolejnego strzału, ale i udowodnieniu czegoś innym? Tego się pewnie nie dowiemy nigdy, być może sama Weronika nie jest nawet tego świadoma.

Wracając jednak do dystraktorów. Pewnie mało kto znajdzie się w takiej sytuacji, jak Weronika, jednak skupienie mogą też utrudniać "małe" dystraktory - praca z jednoczesnym przeglądaniem walla na Facebooku, "skajpowaniem" - uniemożliwia osiągnięcie pełnego skupienia i stanu "flow" (do którego chcielibyśmy dążyć).

Lekcja druga: odetnij się od dystraktorów.

Zanim przejdę do trzeciej lekcji, jeszcze krótka dygresja o mistrzu z innego nie-zimowego sportu - Robercie Lewandowskim - którego profesjonalizm mógłby być wzorcem. Hejt to słowo pojemne i być może nadużywane - nie każda opinia, nawet jeśli całkowicie błędna, jest hejtem. Czasem jest po prostu wypowiedzią ignorancką.

Robert nie czyta nigdy komentarzy na temat swojej gry, zarówno po kiepskich, jak i po świetnych występach. "Lewy" wychodzi z założenia, że są one niewiele warte. Jak sam mówi (wybaczcie brak źródła, nie mogę znaleźć, ale czytałem to jakiś czas temu i jestem prawie pewien, że cytat, nawet jeśli nie dosłowny, to przekazuje myśl Roberta) - "jeśli ktoś ma do przekazania mi coś ważnego, to znajdzie sposób, żeby się ze mną skontaktować".

Te słowa również warto wziąć pod uwagę - unikać opinii laików i ignorantów, a jeśli nie ma takiej możliwości - po prostu je ignorować. Feedback czerpać wyłącznie od osób, które mogą udzielić wartościowego. To taki bonus do drugiej lekcji.

Powrót do przeszłości - "szczęście sprzyja przygotowanym"

Na zakończenie jeszcze kilka słów o laikach. W trakcie Igrzysk Olimpijskich na polskim portalu agregującym ciekawe strony internetowe pojawił się link do filmu opowiadającego historię niespodziewanego złotego medalu Australijczyka Stevena Bradbury'ego na Igrzyskach Olimpijskich w 2002 w Salt Lake City. Film został wrzucony z tytułem "Historia największego farta na zimowych igrzyskach olimpijskich". Obecnie filmu z wyścigu już nie ma, ale całą historię można obejrzeć na oficjalnym kanale MKOl. Obejrzyjcie sami i zastanówcie się, czy faktycznie był to taki "fart". Historia jest niesamowita!

Przyznam się, że owszem... widzę tu szczęście. Jednak widzę też dużą dozę umiejętności, motywacji, doświadczenia.

Zacznijmy od tego, że Bradbury robił to, co najwidoczniej kochał - pomimo braku sukcesów walczył dalej, startował pomimo makabrycznej kontuzji, braku wielkich sukcesów i docenienia przez środowisko oraz swój kraj. A co z igrzyskami w Salt Lake City? Po kolei:

1. bieg - kwalifikacyjny - wygrany

2. bieg - ćwierćfinał - Bradbury dostał się do półfinału dlatego, że zawodnik, który zakończył bieg na miejscu drugim został zdyskwalifikowany. Szczęście? Tak, z pewnością. Jednak Bradbury w wyścigu pojechał jak najlepiej, a przecież wiedząc że jest 3. mógł odpuścić, bo w końcu jaka różnica, czy zakończy jako 3., czy jako 4., jeśli i tak nie ma awansu?

3. bieg - półfinał - doświadczenie, analiza umiejętności przeciwników i realna ocena własnych szans pozwoliły mu przyjąć taktykę, która maksymalizowała jego szanse na awans do finału. Taktyka się sprawdziła.

4. bieg - finał - powtórzona sytuacja z półfinału. Realna ocena sytuacji i podjęcie decyzji z potencjalnie największą Expected Value (wartością oczekiwaną). Australijczyk nie był faworytem w tym biegu i każda taktyka była -EV. Jednak taktyka, którą przyjął była optymalną! Steven wybrał najlepszą ze złych opcji.

Krótko mówiąc: Bradbury miał doświadczenie, był przygotowany i wykorzystał szansę którą dostał od losu. Jak napisał James Clavell - „Szczęście to nie hazard, to ciężka praca, planowanie, a poza tym coś jeszcze. A jeżeli już hazard, to wykalkulowany.”

Lekcja: szczęście sprzyja przygotowanym, może pojawić się okazja, ale musisz wiedzieć, jak ją wykorzystać.

Sport na najwyższym światowym poziomie to, tak jak napisałem na samym początku, niewyczerpane źródło lekcji. O wydarzeniach z aren sportowych i o tym, jakie nauki można wyciągnąć z wielu z nich, pisać mógłbym przynajmniej drugie tyle - o tym dlaczego kibicuję Norwegom w biegach narciarskich (i nie jest to z mojej strony żadne "pójdę pod prąd na przekór wszystkim"), o wsparciu jakie mają w rodzinach najlepsi sportowcy, fantastycznych wynikach Ester Ledecki i podejściu "I'm going my way". Pamiętajcie, by nie przegapić kolejnych Igrzysk! Postarajcie oglądać się je aktywnie (tak, nawet sport można oglądać aktywnie i pasywnie) - myśląc o tym, co się wydarzyło i o całym kontekście sytuacyjnym.

Tym razem felieton był w trochę innym stylu niż zwykle. Z tym większą więc ciekawością czekamy na komentarze i „feedback” - dajcie znać, czy odpowiada wam taka forma i długość.

Podziel się

Komentarze (2)

od najnowszych
  • Endurx

    #1

    Pozostaje pogratulować przykładu, strategią nazywacie czekanie na to aż wszyscy dookoła się powywracają żeby wygrać?
  • boskibogdan

    #2

    spoko wpis