Poker po 30'stce, czyli 3000 spin&go w 10 dni challenge :)

  • 9 odpowiedzi
    • Corristo233
      Corristo233
      Brąz
      na forum od: 14.10.2012 Posty: 470
      Może byś napisał jakie stawki i ile stołów :D ?
    • SooNicee
      SooNicee
      Brąz
      na forum od: 14.11.2014 Posty: 2 200
      Powodzenia, będę zaglądał.
    • SweetPaul
      SweetPaul
      Brąz
      na forum od: 17.03.2011 Posty: 297
      #Corristo233 , 7'ki. 4 stoły w tej chwili.

      # SooNicee , ja do Ciebie już zajrzałem :) chyba mindset siada Ci czasem..? wspominałeś coś, że gra Ci się nudzi czy coś w ten deseń.. ?


      Update:

      Dzień 1: 139 gier, wszystko szło ok, wyskoczyło niespodziewane spotkanie, grind urwany w połowie.

      Dzień 2: 120 gier, zmuszałem się troszkę do gry, ale na kacu długa sesja to po prostu masochizm. mimo super soft fieldu musiałem odpuścić koło 9pm. picie jest -EV jak się jest pokerzysto. tylko weź tu nie pij..

      Dzień 3: 153 gier, w końcu zregenerowany. wstaję o gotowy do grindu, oczywiście z kompem coś się popieprzyło i prawie 1h stracona. potem szybki basen, wolne korki no i plan dnia ch** strzelił. no ale co tam, trochę się pograło. szło nawet nieźle, aż tu booomm! -13evBI w dół w ciągu 52 minut (tak długo gram w jednym ciągu). niby może się zdarzyć, ale zastanawia się czy nie miała to związku z kolacją..? byłem w zajebi** głodny i zaczynałem się denerwować, więc gra się lekko rozluźniła już przed kolacją. chaotycznie calle + z dupy blefy. a w zasadzie to nawet nie belffy a klikanie z waek value przez 3 streety oop na boardach gdzie nic nas słabszego nie calluje i nic lepszego nie wyrzucamy. w zasadzie to sam się wy-valuowałem dla rywala. no ale spoko, przerwa na kolację, która była szybka i od razu powrót bez wcześniejszego relaksu (zawsze się z 30 mi po kolacji chilloutuję) i tak jak by bez mentalnego wprowadzenia w zone. no i gram gram, niby normalnie, tylko tak jakoś inaczej. no i lecę sporo w EV. muszę rączki przejrzeć, czy tylko mi się wydaję, czy może rzeczywiście jakaś odskocznia od normy tam była.

      so far 12,7h gry, 412 gier, 49chipEV

      wnisoki: alkohol STOP, poprawić organizację i uważać na posiłki + odciąć się od FB, YT etc
      pozytywne rzeczy: sen jest ok. sesję zamknąłem o planowanej godzinie, tj. przed 2am.
    • Corristo233
      Corristo233
      Brąz
      na forum od: 14.10.2012 Posty: 470
      ~10h dziennie na 4tablingu :D ? Jak ci się uda wykręcić wr+, to szanuje w choy
    • allinntopsad
      allinntopsad
      Brąz
      na forum od: 16.04.2010 Posty: 858
      SZACUN Fhuj się pisze , osobiście powiem że 3tabling daje dużo dużo lepsze rezultaty , bo ogarniasz zagrania na każdym stole i wiesz co robic na kazdego przeciwnika osobno , na max fokusie bylem w stanie w 2 godziny max 35-45 kilka spinów rozegrać ,,,
      stawki 3-7
    • SweetPaul
      SweetPaul
      Brąz
      na forum od: 17.03.2011 Posty: 297
      z tym szacunkiem to nie ma co przesadzać koledzy :) jak na razie to jestem dużo w tyle za założonym voulmem. ale dziękuję!

      #allinntopsad , 2-3tablling an pewno by nie zaszkodził. bardzo długo grałem 2-3 stoły jak zaczynałem. jednak ja mam już troszkę grindu za sobą i jakoś sobie na tych 4 radzę.

      Dzień 4: 202 gier, jestem zadowolony bo voulme idzie do góry, jednak jak już wspomniałem, jestem daleki od zakładanych celów. moja organizacja czasu na prawdę szwankuję. zacząłem grindować o 3:30pm a skończyłem o 1:15am. to jest prawie 10h a ja mam zalogowanych raptem 5.77h w pt4! to ja się pytam, gdzie się podziało pozostałe prawie 4h? odliczając wszystkie małe przerwy + przerwę na kolację to i tak brakuję bitych 2h! czyli YT, FB i fajki, kosztują mnie jakieś 2 roboczogodziny dziennie. już na niższych stawkach jest to spora suma, a wole nie myśleć ile to by było na 30$+ :)

      pokerowo, było nawet ok. kilka fajnych x/r wprowadziłem na SBvsBB z semi-quity handami jak wiem, że villain mnie tam będzie flotował i kombinował żeby mnie wyrzucić jak okażę słabość (lub po prostu nas thine valubetował na T). na wyższych stawkach pewnie by nie przeszło, ale tutaj na 1'st level reg działa ok so far.

      18,47h gry, 614 gier, 62cEV

      do zrobienia jutro:
      1. poćwiczyć zasięgi SBvsBB, bo za wąską openshovuję na shorcie.
      2. zagrać sesję bez zbędnych przerw.

      pozytywne rzeczy: sen jest ok. sesję zamknąłem o planowanej godzinie, tj. przed 2am. poprawiłem odżywianie (więcej złożonych węgli + zdrowych tłuszczy; efekt jest zauważalny od razu! koncentracja na mniej więcej równym poziomie. pewnie o glukozę się rozbiega..?)
    • SweetPaul
      SweetPaul
      Brąz
      na forum od: 17.03.2011 Posty: 297
      Dzień 5: 152 gier, po szybkim przeanalizowaniu bazy danych doszedłem do wniosku, że mam jeden wielki leak: gam na regów jak na fishki. ogólnie regi na tym limicie są słabe (lub mass-tablują) także nigdy nie przywiązywałem wagi do gry przeciw nim. jednak przyuważyłem, że na niektórych gram po prostu tak jak na fishki, tzn. mr/bet/bet/bet w większości przypadków kiedy mijam się z boardem lub mr/bet/x/x jak nie widzę value z bluff. mam dosyć dobrą lekturę na postflopie więc normalnie się sprawdza. jednak co bardziej kumaci znaleźli bardzo proste rozwiązanie. i nie mówię tu o szerszym callowaniu down przez trzy streety. po prostu zaczęli mnie 3B shovować jak dziki pre :) na mój mr >85% to jest jak printing money dla nich and no brain poker. w dodatku nie muszą się ze mną użerać postflop. wsumie jak na to teraz patrze to się śmiję, przecież tak to się eksplotowało regów w husng 4lata temu+ :) jak widać w pokerze niektóre błędy popełnia się zawsze, i podstawowe strategie do eksplotowania tych błedów zawsze będą dobre. adjust: mid rangeto into limp and polarizing mr range na gówno regów.

      Dzień 6: 104 gier, ogarnąłem w końcu wszystkie zakresy i zacząłem je wdrażać. jest ok. już mnie nie eksploatują dupki.

      Dzień 7: 109 gier , masakra, nie wiem czy to pogoda czy co ale nie jestem w stanie się zmusić do gry na jakimś porządnym poziomie. klikałem jak robot klasy C. myślę, że popełniłem błąd logistyczny (i mentalny). powinienem przestać bezsensownie klikać i coś porobić innego, może po kliku godzinach ochota do gry by wróciła. a jak nie to bym chociaż miał fajne popołudnie. a tak to dupa. ani grindu nie było ani fun'u. moje 4 litery przemieszczały się tylko między kuchnią, kanapą, balkonem na szluga i biurkiem.

      wnioski: volume spada, prokrastynacja się wdziera
      do zrobienia: poważnie to przemyśleć!!


      so far : 29,93h gry, 979 gier, 76cEV

      Dziś weekend i ostatnie 3 dni challenge'u. A że sobota, niedziela i poniedziałek to dni, które lubię najbardziej, to dam z siebie wszystko na ostatniej prostej! :) wish me good luck ! :)
    • SweetPaul
      SweetPaul
      Brąz
      na forum od: 17.03.2011 Posty: 297
      Dzień 8: 127 gier, nic specjalnego. średniej jakości gra, mały voulme. prokrastynacja, brak jakiejkolwiek organizacji czasu.

      Dzień 9: 130 gier, dobra sesja na początku, jednak lekki tilt się wdarł gdzieś tam na szycie. byłem zaskoczony z dwóch powodów: pierwszy, że potrafię jeszcze tiltować mimo mojego dość dużego doświadczenia i to z tak błahego powodu (leciałem ponad 150cEV przez około 100 gierek i gdy naglę przyszła korekta zacząłem się po prostu denerwować. bo jak to? przecież ja chcę mieć 150cEV cały czas! :) ). drugi, że mój tilt, zazwyczaj, nie trwa już dłużej niż kilkadziesiąt minut i potrafię się potem zreflektować i, albo wyprostować grę, albo po prostu zakończyć sesję, jeśli ocenię, że powrót do A games będzie zbyt ciężki i, że +EV jest po prostu przerwać, i wrócić następnego dnia. tutaj przerwałem i jestem z tego bardzo zadowolony.

      Dzień 10: nie grałem, siła wyższa.

      so far: 37,62h gry, 1236 gier, 78cEV



      A teraz małe podsumowanie.

      Po co ten challenge, przecież i tak szanse były znikome na jego realizację?
      To jak pewnie już skumaliście, było wyzwanie mindsetowe. Od dłuższego czasu zauważyłem iż mimo, że moje pokerowe umiejętności są w miarę ok, coś jest nie tak i ogólnie nie rozwijam się jako pokerzysta w tak szybkim stopniu, jakim powinienem. Dodatkowo, ostatnio, zawaliłem kilka innych projektów nie-pokerowych, które nie wymagały ode mnie ani wielkiego nakładu czasu, ani posiadania ponadprzeciętnej inteligencji. W skrócie: zj*bał*m. Ten challenge jest małym elementem procesu osobistej autokorekty, czyli transformacji lenia w człowieka pracy.

      Dlaczego 3000 gier w 10 dni?
      Uważam, że jest to volume do osiągnięcia dla każdego gracza spin and go. Choć granie 300 gier na dzień długoterminowo może nie być najlepszym pomysłem (czasem nawet nie możliwym do zrealizowania), to jestem przekonany, że każdy gracz spin and go jet to w stanie zrobić od czasu do czasu z dobrym wynikiem. Szczególnie na niskich stawkach.
      Określiłem także w moim mniemaniu, coś co jest blisko volume'a "idealnego", tj. wymagający, ale możliwy. (oczywiście to są czyste spekulacje na podstawie mojego dotychczasowego doświadczenia). Mając ten vloume jak i volume, który osiągnąłem, wiem jak daleko jestem od bycia w sytuacji "idealnej". Pozawala mi to na: a) określenie mojej bieżącej sytuacji b) określenie celu c) stworzenie planu pracy.

      Dlaczego wyzwanie ilościowe a nie jakościowe?
      W najbliższym okresie będę skupiał się na zwiększeniem swojej produktywności jako gracza i jako osoby, gdyż uważam, że w moim przypadku prokrastynacja i nieodpowiednie zarządzanie czasem jest jedną z większych przyczyn moich "niepowodzeń" zarówno pokerowych, jak i życiowych.

      No tak, fajnie. Ale po co ten challenge?
      Dzięki niemu zmusiłem się do prowadzenia dziennika przez 10 dni (a przynajmniej się do tej czynności w jakimś stopniu zbliżyłem). I wicie co? To jest zaj*bis*e! Zawsze miałem wszystko w głowie. Byłem "życiowcem". Nigdy nie byłem na studiach. Papierologi, biurokracji i utartych schematów nienawidziłem. Nie mogę siebie winić, gdyż jestem jaki jestem. Nie mogę narzekać, gdyż ten sposób życia nauczył mnie kreatywności i wyostrzył mój instynkt. Niemniej jednak, czasami trzeba się dostosować do sytuacji, gdy środowisko się zmienia. My jako pokerzyści rozumiemy to bardzo dobrze. Także mimo niechęci do zaimplementowania jakiegokolwiek procesu ewolucyjnego co do mojej jednostki (lubię siebie jakim jestem), niestety (?), jak się chcę więcej od życia niż dotychczas, to trzeba działać inaczej niż dotychczas. Dalego ten challenge. Ma on mi pomóc usprawnić i/lub zmienić moje podejście do spraw organizacyjnych i mindsetowych w moim życiu poprzez wprowadzenie metodyki "naukowej" do mojego bytu jako pokerzysta i po części aplikować to do innych sfer mojego życia (choć z tym będę ostrożny :) ).

      To co teraz?
      Na przełomie 9 dni grając 4 stoły osiągnąłem dość dobry wyniki 78cEV na grę w 37.62 godziny efektywnej gry . Daję to 4.18h/dzień, czyli 250.8 minut gry dziennie. Jest to mój punkt wyjścia. Jako, że moje sesję są podzielone na 52 minutowe odcinki gry, daję mi to 4.82 seta na dzień (staram się grać w schemacie 52’ gry, 17’ przerwy). Moje pierwsze kroki jaki podejmę w celu optymalizacji mojego czasu pracy są następujące:

      a) Zwiększam ilość setów do pełnych pięciu, tak aby grać regularnie tyle samo każdego dnia. Uważam, że wyrabia to bardzo dobry nawyk. (oczywiście, trzeba brać pod uwagę, że czasami tilt może nam przeszkodzić, ale to już zagadnienie do poruszenia przy innej okazji, gdyż temat jest obszerny).

      b) Wydzielam czas na grę i w podczas ustalonych godzin zajmuję się tylko grą. W moim przypadku będzie to wyglądać następująco:

      10’ rozgrzewka
      52’ gry
      17’ przerwa
      52’ gry
      17’ przerwa
      52’ gry
      60’ przerwa na kolacje
      10’ rozgrzewka
      52’ gry
      17’ przerwa
      52’ gry

      Total: 391’

      Zaczynam o 18:00 kończę o 00:30.
      W tym czasie gram tylko w pokera, żadnych innych zajęć typu social media itp. Podczas przerw kontakt z kopem ogranicza się do puszczenia muzyki.
      Będę tak działał przez najbliższe 5 dni i zobaczymy jak się sprawdzi.


      To tyle z mojej strony Koledzy pokerzyści. Challenge zakończony fiaskiem (a może wręcz przeciwnie jak spojrzy się na to z innej strony..? :) ).
      Mam nadzieję, że miło się czytało, i że może moje przemyślenia ewentualnie pomogą komuś, kto obecnie jest lub zdarzy się, że kiedyś będzie w sytuacji podobnej do mojej. Ja swoją drogę pokerzysty kontynuuję. Marzy mi się podróżować i grać live i do tego dążę. Czy się uda.. czas pokaże. Nic nie jest pewne. Ani porażka ani sukces. Jednak dużo jest możliwe. Trzeba tylko chcieć.

      Kończąc challenge, chciałby skorzystać z okazji i wyrazić moje słowa uznania dla Leszka "Lechrumski" Badurowicza (choć nie wiem, czy kiedykolwiek to przeczyta :D ), gdyż jego książka Mental Edge w dużym stopniu zainspirował mnie to założenia tego wątku. Dobrą robotę odwaliłeś Leszku! :)

      Pozdrawiam wszystkich pokerzystów i gl!
    • tommko
      tommko
      Srebro
      na forum od: 09.10.2009 Posty: 284
      pisz dalej, skoro pomaga a czyta sie dobrze :)