27.11.2009

Legislacyjne cudotwórstwo

Jak obiecywał, tak zrobił. Donald Tusk dopiął swego i pod ustawą regulującą (czyt. ograniczającą) hazard otrzymał podpis prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Nikt nie wierzył w to, że naszemu rządowi uda się sztuka przepchnięcia ustawy hazardowej w takim tempie. Prace nad nią z początkiem listopada wyglądały, jak planowanie naszych autostrad w Bieszczadach. Teraz po iście ekspresowym procesie legislacyjnym papiór zawędrował na biurko prezydenta.

Przeżyjmy to jeszcze raz. 10 listopada mieliśmy gotowy projekt, który dwa dni później trafił do Marszałka Sejmu. Ten wsadził prace sejmowe nad ustawą przed szereg i już 18 listopada mieliśmy pierwsze głosowania nad poprawkami. Opozycja w pewnym momencie wycofała się z większości swoich pomysłów i z zaledwie kosmetycznymi zmianami do pierwowzoru, projekt poszedł pod obrady senatu w piątek 20 listopada. Tam nie napotkał żadnego oporu i tym sposobem znalazł się u prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Tusk osiągnął to, co chciał. Kosztem bardzo niewielkiej grupy społecznej, jaką są zatwardziali hazardziści oraz pokerzyści - aż żal wymieniać te dwie kategorie graczy obok siebie, ale właśnie do takiego wora nas wrzucono - premier Tusk żerując na nieświadomości w Ciemnogrodzie, dał ludziom populistyczną ustawę, na którą wszystkie moherowe berety przyklasną bez zastanowienia. Oczywiście nasz premier nie zadał sobie trudu, aby zrozumieć czym poker różni się od ruletki. Zachował się, jak typowy homo sovieticus ks. Józefa Tishnera, który spali katedrę, aby sobie na tym ogniu usmażyć kiełbasę zwyczajną z Lidla.

Prezydencki manewr

KaczyńskiPrezydent Lech Kaczyński powiedział kilka dni temu, że nie będzie się ociągał z autografowaniem ustawy, jeżeli tylko będzie ona zgodna z konstytucją oraz nie będzie sprowadzała większości ludzi zainteresowanych tematem do szarej, czy nawet przestępczej strefy. Jak obiecał, tak zrobił. Nie wiadomo, czy faktycznie przyglądał się temu nieszczęsnemu produktowi pod publiczkę, ale dotrzymał pierwszą część obietnicy i autograf złożył.

Jednakże nie wszystko jest jeszcze stracone, ponieważ prezydent tuż po podpisaniu ustawy skierował całą sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego przeto sam nie zasięgnął opinii ekspertów od konstytucji, czy zdania ludzi, którzy znają się na prawie Unii Europejskiej? Sprawa wydaje się prosta. Tą ustawą oburzony jest bardzo mały odsetek Polaków. Większość, która nie jest zupełnie w temacie, a słowo hazard traktuje gorzej, niż cudzołóstwo, momentalnie obraziłaby się na głowę państwa za próby podcięcia ustawie skrzydeł. Natomiast Lech Kaczyński przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, z całą pewnością nie chce nikomu podpadać. Wybrał po prostu mniejsze zło dla siebie.

Jakie szanse ma ustawa w Trybunale Konstytucyjnym. Tego praktycznie prorokować nikt nie chce. Szanse na błąd są ogromne. W toku prac bowiem nie przygotowano żadnych ekspertyz. W tym momencie eksperci z Kancelarii Prezydenta analizują projekt i jak powiedział prezydencki minister Andrzej Duda - zarzuty dotyczące niekonstytucyjności zaczynają się powoli klarować. Co z tego wyniknie, nie wie nikt. Miejmy tylko nadzieję, że Trybunał stanie na wysokości zadania i wyda rzeczową oraz obiektywną opinię na temat próby zamachu na naszą wolność.